niedziela, 28 sierpnia 2016

Majorka w 10 dni - dzień 9

    Dorodny, wielki fikus rozłożył swoją koronę niemal na całe patio, mimo to z okna pokoju na piętrze dostrzegłam, że śniadanie już podano. Stara ale odrestaurowana studnia robiła za bufet, przykryta wiejskim obrusem a na nim półmiski z wędlinami, w tym pikantne chorizo, sery, pomidory w plastrach i owoce. Okrągłe stoliki rozstawione pod fikusem zostały nakryte jak w najlepszej restauracji: biały, lniany obrus, na nim jeszcze jeden kwadratowy w romb ułożony, po środku talerzyk z masłem, miseczka domowej marmolady i koszyk z pieczywem obok, do tego wazonik z kwiatkiem, puste filiżanki, talerze oraz sztućce na serwecie. Proszę się częstować. Tomek, szybko wstawaj! Na śniadanie mi się spieszy :D!
Świeże, dojrzałe figi smakowały niesamowicie, ich słodki, soczysty miąższ ze strzelającymi pod zębem pesteczkami równomiernie oplatał kupki smakowe, zjadłam ich chyba z osiem.
   Niestety pora się wymeldować, podróż dobiega końca; jak to możliwe, że za niepełną dobę będziemy już w Berlinie? Hiszpan żegna nas przyjaźnie; rozmawiał z nami, że jego ostatnia, była żona ( nie wiem ile ich miał jeszcze) to Polka, z Białej Podlaskiej
; stąd jego polska, łamana mowa.
Auto musimy oddać do 18:30, mamy zatem jeszcze kilka dobrych godzin do rozdysponowania.
Ruszamy w góry! Jedną z najpiękniejszych o ile nie najpiękniejszą trasą widokową na Majorce, plątanina serpentyn prowadzi nas na wskroś, przez pasmo górskie Serra de Tramuntana do plaży Sa Calobra. Sama droga, szczególnie bliżej strony morza, przypominająca rumuńską Trasę Transfogarską. sama w sobie jest warta wycieczki. Zatrzymujemy się kilka razy po drodze, by zrobić kilka zdjęć, ujęć z drona i nacieszyć oko.
   Droga rysuje na nawigacji esy- floresy, czyli albo kształt litery "s" powtarzany ciągiem w pionie zdaje się że bez końca, albo inne szlaczki w tym pętle, takie że, droga zawija o ponad 360 stopni, prowadząc pod poprzednim odcinkiem drogi. W rzeczywistości jedzie się po zboczach gór, które porośnięte są w większej części niską roślinnością, co daje spektakularne widoki na góry, morze i dalszą plątaninę dróg.
Tym samym najpierw wjechaliśmy na poziom kilkuset metrów wzwyż, w góry, potem je na przełaj przejechaliśmy, by w końcu obniżyć się o te kilkaset metrów w dół, do punku 0 metrów n.p.m, czyli żeby rozścielić koc na małej, kamienistej ale bajecznie położonej plaży po drugiej stronie masywu górskiego i wytaplać się jeszcze jeden raz, na pożegnanie z Majorką, w krystalicznej i ciepłej wodzie u stóp gór.
   Zjazd do plaży Sa Calobra przypominał trochę tą trasę co jechaliśmy do Portu d'Valdemossa zaledwie kilka dni temu, z tą różnicą, że jest jeszcze bardziej widowiskowa a plątanina dróg jeszcze bardziej pokomplikowana. Naprawdę warto!
Pełni euforii, że udało się zobaczyć znowu coś nowego i wykorzystać aktywnie ostatni dzień podróży, pojechaliśmy na południe wyspy, na lotnisko gdzie sprawnie poszło oddanie auta i nawet nikt nie miał mi za złe, że drzwi lekko obstukałam przy wychodzeniu i drugi raz lusterko szurnęłam o murek; na prawdę nikt się nie pogniewał. Wiem, że auto jeszcze roku nie ma, ale to delikatne ryski są przecież a na drodze to proszę, rozejrzyj się - co trzecie auto wgniecione, szurnięte; tak się tu jeździ, bo wąsko na bocznych drogach jest i ciasno z parkowaniem.

No to na koniec orzech do zgryzienia jest: odlot mamy 6:50, na lotnisku, które jest o kilka kilometrów od Palmy musimy być 4:50. Teraz jest po 19:00'stej i stoimy z tobołami na lotnisku. Noclegi w Palmie kosmos, booking wskazuje 98% hoteli zajęte; te co zostały to min. 600 pln za dobę, w niedogodnej lokalizacji. W nocy taxi z Palmy jakieś 25 euro; kurde, drogo wychodzi, żeby się na parę godzin przekimać. Możemy się rozłożyć na plaży, ale przechowalni bagażu na lotnisku nie ma, z plecakami nie ma problemu ale co z tą walizką na kółkach. Szukanie noclegu pochłonęło godzinę, nic rozsądnego się nie pojawiło. Co robić?
Doszliśmy do wniosku, że forma by od treści większa była, czyli że nam energii i kasy na tułaczkę szkoda. Postanawiamy te kilka godzin przeczekać na lotnisku.