Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Europa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Europa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 maja 2017

Motocyklem w Alpy, dzień 10

Ostatni, pełny dzień na kempingu. Czy są zakwasy? Jasne, nawet leżenie mnie boli. Czy jedziemy dziś na wędrówkę w góry? Tak!
Dzisiejszy cel do wydeptania wybrał Tomek" Wilde Wasser Weg", trzeba tylko podjechać motorem 50 km.
C.d.n.

czwartek, 25 maja 2017

Motocyklem w Alpy, dzień 9

   Nie pamiętam, kiedy ostatnio wstawałam przed 8'smą, żeby zrobić przepierkę i to przed śniadaniem- nigdy chyba, aż do dziś, ale sytuacja zmusiła :) Werwę miałam, bo oto dziś wdrapujemy się na Patscherkofel - ponad 2 km n.p.m. 
Przepierka zrobiona, śniadanie zjedzone, bułki na drogę gotowe, plecak z wodą itp. spakowany, wsiadamy na motor. Jedziemy w okolice Patsch. Surowy szczyt Patscherkofel z charakterystyczną czerwoną anteną widać niemal z każdego miejsca z Innsbrucka, nawet z naszego kempingu jest w zasięgu wzroku, chyba że jest w chmurach...

Motocyklem w Alpy, dzień 8

   Dzisiaj po śniadanku składającym się z kanapek z serkiem białym i rzodkiewką oraz jajami na miękko, ruszyliśmy motocyklem w stronę szczytu Serles 2717 m n.p.m. w rejonie lodowca Stubai. To nic, że chmury są gęste od rana i że są nisko - szczyt na którym wczoraj byłam jest teraz całkowicie niewidoczny, może chociaż trochę da się pojeździć po okolicy i powędrować. 
Tomek wywiózł mnie do Gleins z poziomu około 900 m n.p.m na 1420 m n.p.m, wczoraj szłam w górę, dzisiaj inna góra i szlak w dół. Przy okazji podwózki Tomek wykręcał liczne serpentyny, wyraźnie czuję, że motocykl coraz bardziej się składa na zakrętach.
Nie obyło się bez wjechania pod zakaz, tak wysoko uprawnieni do wjazdu byli jedynie mieszkańcy wysoko położonych gospodarstw, było ich tam może z 5. No ale powiedzmy, że się zgubiliśmy....
Zatem ja schodzę przez pastwisko i las w dół z widokiem na Serles i Stubai - w chmurach, do miejscowości Miedres położonej w dolinie a Tomek poleciał doskonalić jazdę przez wioski narciarskie w kierunku lodowca.

środa, 24 maja 2017

Motocyklem w Alpy, dzień 7

   Pogoda dziś jest niepewna, jak to mówili w radio- mix: słońce, chmury, deszcz. Jedziemy do miasta z myślą, że wjedziemy kolejką na Patscherkofel 2248m a stamtąd zrobimy słynny 2,5 h szlak Zirbenweg z widokiem na miasto. 
Przyglądając się ciemnym chmurom zmieniamy zdanie - Patscherkofel na pewniejszą pogodę. Miejskim autobusem, krętymi drogami podjeżdżamy na przeciwległą stronę miasta, gdzie również jest wysoka ściana z gór. Decydujemy się wejść w las, iść pieszo w górę ile damy radę, chociaż i tu jest kolej linowa z której pomocą w parę minut można znaleźć się na szczycie. 
   Po przejściu niewielkiego odcinka Tomek przypomniał sobie o Suzi, że on tu w lesie a ona się kurzy samotnie, zamiast wykręcać zakręty w tym górzystym terenie. Finalnie decydujemy się rozdzielić, ja idę dalej w górę, Tomek leci po Suzi; dla każdego coś dobrego. 
Kiedy rozpoczęłam wędrówkę nie śniło mi się, że dojdę na szczyt; chociaż miałam taki przebłysk w myślach raczej jako "fajnie by było". Pokonałam nie wiem ile kilometrów, bo dodatkowo raz czy dwa zboczyłam niechcący z trasy, ale w pionie zrobiłam ponad 1 km. Wystartowałam z Hubgerburg 860 m n.p.m. i doszłam na Seegrube 1905 m n.p.m. !
To był obok zeszłorocznej wędrówki w Górach Esterel na Prowansji we Francji (na trasie licznie, dziko kwitnąca lawenda) najpiękniejszy treking ever. Trasa marzenie, zwłaszcza jak

poniedziałek, 22 maja 2017

Motocyklem w Alpy, dzień 6

   Czas na zwiedzenie Innsbrucka Do miasta jedziemy busem, w kilkanaście minut jesteśmy na dworcu głównym. W pierwszej chwili rzucają się w oczy dwie rzeczy: mieszanka kulturowa na ulicy i wysokie góry, które okalają miasto praktycznie z każdej strony. 
Innsbruck, uważany za stolicę Alp jest tętniącym życiem miastem, pełno restauracji, kafejek, butików i ubraniowych sieciówek. Ogólnie jest znacznie mniejszy niż Wrocław, liczy sobie zaledwie 120 tysięcy mieszkańców. Postanowiliśmy przedreptać kawałek tego historycznego miasta. 
   Kierujemy się w stronę rynku, najstarszej części miasta. Mimo, że sezon turystyczny letni dopiero się właściwie zaczyna, na

Motocyklem w Alpy, dzień 5

   Przedwczoraj 30 stopni w cieniu, wczoraj max. 17 stopni w ciągu dnia, strach zajrzeć przez okno co to będzie dzisiaj. Nie jest najgorzej, słońce się przebija.
Beztroskie śniadanko na świeżym powietrzu, kawka, relaks. Dzisiaj nie odpalamy Suzi, laba na całego, nic nie musieć, nic nie robić. Taki był plan i tak było do ....11:00; szybko tyłki zaświerzbiły i gdzieś by się poszło. Dawaj na spacer, przegonie cie tu troszkę po okolicy, śmieje się do Tomka.
Zebraliśmy się w parę minut i wymaszerowaliśmy z kempingu, jak się okazało na 10'cio kilometrowy spacer po okolicy ;)
Okazuje się, że z kempingu są liczne piesze trasy. Nie potrzeba nigdzie jechać, żeby wejść na szlak, one tu już są, w każdą stronę, do Insbrucka włącznie.

niedziela, 21 maja 2017

Motocyklem w Alpy; dzień 4

   Rankiem przywitało nas znaczne ochłodzenie i obfita ilość chmur, w nocy słyszeliśmy hulający wiatr i deszcz. Mhm, no to pakujemy zabawki i lecimy do Innsbrucka.
Zakładamy wszystkie 3 warstwy w dość sztywnej kurtce motocyklowej i do tego patrząc na niebo - zestaw przeciwdeszczowy; czuję się w tym wszystkim napchana, coś jak bałwan, nie wiem jak na motor wsiądę...ale grunt, żeby ciepło było.
   Opuszczamy Zell am See z myślą, że koniecznie musimy tu powrócić, jest tu jeszcze tyle do zobaczenia. Jedziemy nieustannie w towarzystwie wysokich gór i rozsianych domków, niewielkich miasteczek. Właśnie uzmysłowiłam sobie, że jest przynajmniej w tym regionie, zachowana estetyka i jednolitość architektury: domy z dwuspadzistym, łagodnym dachem; biała elewacja do ok 2/3 wysokości domu a wyżej to drewniane deski; słupy, okiennice, balkony drewniane ze starannie wyrzeźbionymi elementami; no i oczywiście zadbany ogród koło domu, przystrzyżona trawa, kompozycje kwiatowe na ogrodzie i w oknach. Żadnych bilbordów, plastików, rozsypujących się domów, czysto i estetycznie. Po drodze mijamy dużą ilość pensjonatów -  nazwy podpisane są  na elewacji domów charakterystyczną, gotycką czcionką.
Wspólnie z Tomkiem stwierdzamy, że

piątek, 19 maja 2017

Motocyklem w Alpy, dzień 3

   Dzisiaj mamy w planie zjeść wisienkę przyjazdu do Zell am See i nie chodzi tu o słynne jezioro.
Mamy przed sobą cały dzień a atrakcja zajmie nam jakieś 4 godziny, więc bez pośpiechu delektujemy się najpierw śniadankiem, oczywiście na tarasie. Słońce nie zawiodło nas i dzisiaj, jest przyjemnie ciepło tego ranka, pewnie termometr wskaże znowu ze 30 stopni w ciągu dnia.
Jajka na miękko fajnie wyszły- białko ścięte, żółtko płynne; szynka szwarcwaldzka nie najgorsza, austriackie masło z alpejskiego mleka - wyborne. Jeszcze kawka i korzystając z dobroci pogody robię drobną przepierkę.
   Dobra, koniec krzątania się, czas na wisienkę! Kask na głowę, drobny prowiant do kufra i lecimy. 
Grossglockner Hochalpenstrasse, kto zna ten wie, że jest to "must do"  dla miłośników wysokich gór i jednośladów. Wysokogórska 48-śmio kilometrowa, świetnie zaaranżowana alpejska trasa, czynna jest przez kilka ciepłych miesięcy w roku i obfituje w liczne ostre winkle, by dotrzeć przed najwyższy szczyt Austrii - Grossglockner.

Motocyklem w Alpy; dzień 2

   Z twardego snu wybudziła mnie natura, śpiew ptaków ? Też, ale głównie pianie koguta z gospodarstwa obok. Otworzyłam oko i zobaczyłam czyste, błękitne niebo przez okno dachowe. To będzie piękny dzień myślę sobie.
Pani gospodyni przygotowała nam śniadanie, które zamówiliśmy na ósmą: po dwa jaja sadzone - może od sąsiada? wędlinka, ćwiartki ogórka a nawet ćwiartki marchewki i miseczkę z jogurtem, do tego świeże bułki i dzbanek kawy. Super, pojedliśmy a kawę dopijam na dworzu w towarzystwie rudego, puszystego kota, on także stanowi inwentarz tego hotelu. Ale cieplusio.
Zamykamy kufry, kask na głowę i lecimy. 
   Po drodze, podobnie jak wczoraj dość często się zatrzymujemy, przerwy muszą być, głównie na picie i siku, ale też ręce Tomka no i we znaki daje się mój przyciasny kask. Jedzie się dość ciężko, podrzędne drogi w Czechach są słabej jakości- dziurawe albo w trakcie remontu, w dodatku nie ma wystarczająco często sklepów, żeby sobie wodę kupić. Dobra, koniec narzekania, przecież nie mogliśmy się doczekać tego wyjazdu. Było w domu siedzieć i se narzekać. Oj dobra, już nie będę.
Wjechaliśmy do Niemiec i stan dróg nawet tych podrzędnych jest o niebo lepszy, Tomek mówi, że teraz te kilometry to połykamy. Ze sklepami też nie ma problemów ani z miejscami na postój.
Nagle wjechaliśmy w jakieś super widokowe, położone nad szeroką rzeką, historyczne miasteczko, Passau jak się okazało; w przelocie bo w przelocie ale zrobiło na nas wrażenie. Tniemy dalej.

czwartek, 18 maja 2017

Motocyklem w Alpy; dzień 1

   Nareszcie nastał ten dzień, dzisiaj nie przestawiam na drzemkę w budziku. Całkiem sprawnie ogarnęliśmy się z rana, Tomek nawet zorganizował świeże bułeczki "wycieczkówki", zatem kask na głowę i lecimy! 
Drogę do Zell am See ze względu na jednoślad i podrzędne drogi, podzieliliśmy na dwa dni, dzisiaj do pokonania mamy większą część, około 400 km.  Na nocleg zatrzymamy się w Czechach, w jakimś pensjonacie zarezerwowanym na Bookingu- gospodzie, jak się potem okazało.
   Na razie jedzie się dobrze, bezchmurne niebo, słońce za plecami, nic nie boli. Po 50 km pojawiła się pierwsza potrzeba postoju, po 100 km kolejna i tak generalnie do końca co 50 km. Zatrzymywaliśmy się w różnych miejscach: stacja  benzynowa, las, sklep wiejski, pole orne, supermarket penny, było tego trochę. No ale trzeba było się rozprostować, mózg od kasku odparować, przekąsić coś, zdjęcie łąkom i krowom zrobić. 

poniedziałek, 1 maja 2017

Majówka w Szwajcarii Saksońskiej, dzień 3 z 3

   Rzuciłam hasło, że może by tak po śniadaniu i wymeldowaniu się z hotelu zajechać na spacer do pobliskiego lasu. Jednomyślna zgoda, więc super bo tak się składa, że mam na oku trasę i to nie byle jaką. Właściwie była w planie już na sobotę, ale że grafik był zbyt napięty, zrezygnowaliśmy na tamten czas. Chodzi o Czeską Szwajcarię i Dolinę Kryjowską nad rzeką Kryk.
  Pojedliśmy bez pośpiechu, zapakowaliśmy się w auto i w parę minut byliśmy na parkingu przed lasem. Początkowo szliśmy z wolna asfaltową dróżką, doliną wzdłuż krystalicznego potoku, po obu naszych stronach zbocza gór obrośnięte świerkami i sosnami a co chwila wyłaniają się pomiędzy nimi skały. Przyjemnie i nie forsująco, można by tak iść bez końca.
Pora zawrócić i teraz albo wracamy tą samą drogą albo wchodzimy na żółty szlak i wracamy leśno- skalną drogą, szczytem, nad doliną. Uwaga- w tym wypadku musimy się liczyć z wszelkiego rodzaju przeszkodami, schodami, przeciskaniem między skałami. Wybraliśmy oczywiście tą trudną trasę, leśno- skalną, szczytem nad doliną.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Majówka w Szwajcarii Saksońskiej, dzień 2 z 3

   Szeroki i apetyczny wybór dań na bufecie sprawił że śniadanie zjedliśmy obfite. Chwila na ogarnięcie się i jedziemy w miejsce, które od miesięcy marzyło mi się odwiedzić; dokładnie od momentu, kiedy zobaczyłam je na okładce czasopisma "Podróże". Kamienny most Bastei w Szwajcarii Saksońskiej był zaledwie godzinę drogi od hotelu. Nie mogę uwierzyć, że już dziś będę po nim chodzić, po moście wtopionym w zalesione wzgórza a jednocześnie ponad drzewami, z horyzontem hen, hen daleko, z widokiem na Elbę, czyli po naszemu Łebę. Most na zdjęciu jest taki majestatyczny, budowa jego wykorzystuje naturalne wysokie na kilkadziesiąt metrów, pionowe skały, których w tej okolicy podobno nie jest mało. Tak się cieszę, że tam jedziemy i jeszcze to błękitne niebo - widoki murowane.

sobota, 29 kwietnia 2017

Majówka w Szwajcarii Saksońskiej, dzień 1 z 3

    Teściowie przyjechali do nas już na tygodniu, więc w sobotę z rana byliśmy w pełni gotowi na przygodę. Ruszyliśmy około ósmej i mimo że na niebie chmur nie brakował nastrój mamy wycieczkowy. Bagażnik załadowany prawie do pełna, w końcu każdy chciał wziąć buty na każdą okazję :)
   Do Görlitz zajechaliśmy w niecałe dwie godziny, robimy stopa na zwiedzanie - miasto to znane jest nie tylko z tego, że jest na granicy ze Zgorzelcem ale z zachowanej jednolitej architektury barokowo- renesansowej. Cały rynek i jego okolice to muzeum, można cofnąć się w czasie; dlatego też wielu reżyserów w tym Hollywoodzkie produkcje skorzystały z tego miejsca na swój plan filmowy, np. "Bękarty wojny" Quentina Tarantino. Odrestaurowane kamienice tworzą harmonijny obraz a jednocześnie każda z nich jest niepowtarzalna. Charakterystyczny jest ratusz z zegarem słonecznym, secesyjny dom towarowy pod którym mama zapaliła papieroska i łuk szeptu nad wejściem do jednej z kamienic- kiedy z jednej strony ktoś szepnie, druga osoba po drugiej stronie łuku odbiera wyraźnie wiadomość.

niedziela, 15 stycznia 2017

Narty we Włoszech Val di Sole

    W aucie jedziemy w cztery osoby: ja z Tomkiem i Arleta z drugim Tomkiem; wreszcie zaczynamy urlop :D
    Za Monachium wjechaliśmy na drugą stronę lustra - wyłoniły się wysokie masywy górskie, przez dłuższy czas jechaliśmy wzdłuż majestatycznej ściany po prawej stronie - kraj potężnego masywu górskiego. Myślę sobie, że za tą pierwszą warstwą wysokich gór rozpoczyna się jakby inny, niedostępny dla pospolitego szaraka świat- niezliczona ilość szczytów, zboczy - wszystko takie trochę tajemnicze, surowe i mające takiego szaraka w D. Mimo, że w wysokich górach byłam nie raz to za każdym razem wywierają na mnie wrażenie i myślę, że zawsze będą.
    W Austrii przeskakujemy na wyższy level- ciśniemy autostradą na przełaj Alp, wysokie góry na wyciągnięcie ręki mamy po obu stronach drogi; moje wnętrze pławi się w zachwycie. Zatrzymaliśmy się na małe co nieco w przydrożnym kompleksie, przez duże okna widać w niedużej odległości kilkusetmetrową skalistą ścianę oprószoną śniegiem, także mi pasi a nawet bardzo mi pasi. Ogólnie w Niemczech, Austrii zima - sporo śniegu a termometr wskazuje do minus 9 stopni. Sprawa zaczyna wyglądać z goła inaczej, kiedy zbliżamy się do Włoch - temperatura się podwyższa szybciej niż opada wskazówka paliwa i nie da się ukryć, że śniegu jest coraz mniej.

wtorek, 30 sierpnia 2016

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Majorka w 10 dni - dzień 10

      Dzisiaj dzień powrotu na ziemię. Korzystając z lotniskowego WIFI, odpaliłam po raz pierwszy od 10 dni portal informacyjny. Pierwszy nagłówek mówi o tym, że "ZUS prognozuje, że zabraknie pieniędzy na renty i emerytury". Dobra, lepiej pooglądam zdjęcia.

      Majorka to wielobarwna wyspa, nie tylko znane kurorty i imprezy, poza nimi ma jeszcze wiele do zaoferowania- piękną naturę, góry, dzikie wybrzeża i plaże, jaskinie z komnatami ze stalagmitami i innymi skalnymi wytworami, tarasy ogrodowe, gaje oliwne, pozostałości Rzymskiego forum, starożytną twierdzę i wiekowy rynek w Alcudii, do tego na wpół-uśpione miejscowości górskie i luksusowe posiadłości na obrzeżach kurortów. Majorka to słońce, błękitne niebo i lazurowa, ciepła woda, setki kafejek, paella z owocami morza i lampką lokalnego wina.

niedziela, 28 sierpnia 2016

Majorka w 10 dni - dzień 9

    Dorodny, wielki fikus rozłożył swoją koronę niemal na całe patio, mimo to z okna pokoju na piętrze dostrzegłam, że śniadanie już podano. Stara ale odrestaurowana studnia robiła za bufet, przykryta wiejskim obrusem a na nim półmiski z wędlinami, w tym pikantne chorizo, sery, pomidory w plastrach i owoce. Okrągłe stoliki rozstawione pod fikusem zostały nakryte jak w najlepszej restauracji: biały, lniany obrus, na nim jeszcze jeden kwadratowy w romb ułożony, po środku talerzyk z masłem, miseczka domowej marmolady i koszyk z pieczywem obok, do tego wazonik z kwiatkiem, puste filiżanki, talerze oraz sztućce na serwecie. Proszę się częstować. Tomek, szybko wstawaj! Na śniadanie mi się spieszy :D!
Świeże, dojrzałe figi smakowały niesamowicie, ich słodki, soczysty miąższ ze strzelającymi pod zębem pesteczkami równomiernie oplatał kupki smakowe, zjadłam ich chyba z osiem.
   Niestety pora się wymeldować, podróż dobiega końca; jak to możliwe, że za niepełną dobę będziemy już w Berlinie? Hiszpan żegna nas przyjaźnie; rozmawiał z nami, że jego ostatnia, była żona ( nie wiem ile ich miał jeszcze) to Polka, z Białej Podlaskiej

sobota, 27 sierpnia 2016

Majorka w 10 dni - dzień 8

   Bagaże w aucie zapakowane, jeszcze tylko klucz od pokoju na recepcji oddać i jedziemy w nowe miejsce. Tomek dał mi wolną rękę na wybranie lokalizacji, dla mnie sprawa była prosta - na ten jeden nocleg jakieś zadupie poproszę, bez turystów, pojutrze koniec wakacji więc pora się wyciszyć. Wybór padł na niewielką miejscowość tuż u podnóża gór Serra de Tramuntana na północnym zachodzie wyspy, gdzie swoją starą willę przerobił na agroturystykę pewien bardzo miły, starszy Hiszpan.
   Po drodze jednak nie sposób się nie zatrzymać, by zobaczyć chociaż jedną plażę- Platja Muro sector II, ze swoim piaszczystym, wydmowym przedsionkiem najbardziej oddaje charakter bałtyckiej plaży, z tą różnicą, że woda lazur a z nieba leje się żar.
   Zatrzymujemy się też w parku przyrody, gdzie gniazdo ma podobno 260 gatunków ptaków w tym flamingi. Wchodzimy do środka wyznaczoną ścieżką, wstęp wolny od opłat, idziemy asfaltową drogą wzdłuż rzeczki i zarośli z wysokich traw oraz pałek wodnych

piątek, 26 sierpnia 2016

Majorka w 10 dni - dzień 7

    Dzisiaj postanowiliśmy wyjechać z tłumnego kurortu by zapolować na bardziej dziką plażę. Zaledwie 10 km wystarczyło, by odnaleźć się w zupełnie innym miejscu. Cala Mesquida położona w rejonie parku Penisula de Lievant: kilka hoteli wysokiej klasy, kilka domów mieszkalnych i przestronna, piaszczysta, rajska plaża na której mogliśmy się rozłożyć w dowolnym miejscu.
   Niesamowite są te wydmy wysokie na parę metrów z kępami suchych traw, tu z tyłu plaży. Wydmy przechodzą we wzgórza, sprawiając, że horyzont jest daleko, jest przestrzeń i jest mało ludzi.
No to olejek z filtrem i smażonko. Po kilku wejściach do krystalicznej wody, Tomek wyciągnął mnie na deskę co się wiosłuje na niej na stojąco. Nie próbowaliśmy tego nigdy wcześniej ale patrząc na gościa, który właśnie na tym mknie po wodzie, wydaje się to być banalnie proste, ...może on ma lepszą deskę... w ogóle nie możemy złapać równowagi, lądujemy w wodzie. Ocho, jest już postęp, udało się ustać z pół minuty. Wtem Tomek wyczuł o co chodzi i mu wychodzi! Zatem ja siedzę na czubie z nogami zamoczonymi w wodzie a Tomek mnie powozi, stoi za mną, w ręku wiosło i dawaj panie Gondolierze! Decha sprawiła nam niezłą frajdę, nawet nie wiem kiedy ta godzina zleciała.
   Pełni euforii na okrętkę, pętelką przez wydmy i jak się okazało "nudiste zone" zaszliśmy do

czwartek, 25 sierpnia 2016

Majorka w 10 dni - dzień 6

    Na dzisiaj pilot wycieczki, czyli moja skromna osoba, zaplanowała pół dnia aktywności i drugie pół dnia leniuchowania w postaci plażowania.
Po sytym śniadaniu wsiedliśmy więc do auta i udaliśmy się do pobliskiej miejscowości Capdepera. Stromymi schodami wąskiej uliczki, do której przylegały zabytkowe domy doszliśmy do szczytu góry, czyli do średniowiecznej twierdzy Castell de Capdepera. Roztacza się stąd piękny, panoramiczny widok nie tylko na wybrzeże ale i na całe miasteczko. Twierdza ta była kiedyś strategicznym miejscem obrony tej części wyspy.
    Miejscowość ta wygląda na uśpioną, wszystkie okiennice pozamykane, chyba sieste mają. Podeszliśmy jeszcze do wystającego spośród budynków mieszkalnych kościoła, na drzwiach którego przywitało nas wyryte słowo "PUTA", czyli w łagodnej interpretacji " nierządnica". Zawinęliśmy się zatem do auta i ruszyliśmy do gł. punktu dzisiejszego programu, do